Najgorętszym nazwiskiem w światowym futbolu nie jest dziś nazwisko którejkolwiek z gwiazd, ale trenera. Sam o sobie mówi, że nie jest najlepszym szkoleniowcem na świecie, ale nie widzi nikogo lepszego. I ma rację.
José Mourinho jest albo kochany, albo nienawidzony. Obraża konkurentów, bywa arogancki i pewien siebie. Budzi naturalne zainteresowanie mediów, jako ktoś w miarę młody, niesamowicie bogaty, podziwiany i opromieniony sukcesami. W przeciwieństwie do wielu innych gwiazd przykuwa jednak uwagę wyłącznie ze względów zawodowych, a nie prywatnych. Od 17 roku życia z tą samą kobietą, obecnie żoną, przykładny ojciec dwójki dzieci. W świecie show biznesu, w którym do normy należy wymiana żon na „nowszy model”, tuż po przeskoczeniu na wyższy szczebel kariery.
Mourinho królewski
Zatrudnienie Portugalczyka w ekipie piłkarskich celebrytów Realu Madryt kosztować będzie klub ponad 120 mln euro. O takich kwotach w przypadku trenera nie mówiono jeszcze nigdy w historii. Portugalczyk jest jednak na ławce tym, kim byli na boisku Pele, Maradona czy może stać się Messi.
Kibicuję Interowi, kibicuje też Barcelonie i transfer roku z Interu do Realu jest dla mnie bolesny podwójnie. I niestety jestem pewien, że to, co może stanąć na przeszkodzie jego triumfów z Realem nie leży po stronie trenera czy piłkarzy, ale władz klubu. Może niechęć dyrektora sportowego Valdano, który stwierdził, że Mourinho się zapomina? Może idiotyczna polityka transferowa klubu, który kupuje nazwiska, a nie piłkarzy? Polityka, która doprowadziła do wystawiania Davida Beckhama w roli defensywnego pomocnika?
Rekordzista
Portugalczyk jest postacią, z którą może się dziś na rynku równać tylko Gus Hiddink bądź Alex Fergusson. W ciągu 7 lat zdobył 18 trofeów. Typ szkoleniowca-analityka, odbiegający od żelaznego w Polsce obrazu faceta w dresie z gwizdkiem, niemal w każdym klubie zostawiał po sobie jakiś tytuł bądź puchar. Jako trener nie przegrał na własnym stadionie już od ośmiu lat – ostatni raz jeszcze w lutym 2002 roku, prowadząc FC Porto! Na takim szczeblu rozgrywek nie ma a drugiego takiego wypadku na całym świecie.
Uwagę piłkarskiego świata przykuł zdobywając z FC Porto Puchar UEFA. Komentarze o przypadkowym triumfie rozwiał już rok później zdobywając z tym samym, bardzo przeciętnym personalnie Porto Puchar Europy. Pod ręką Mourinho ekipy usiane gwiazdami wyrzucali z Ligi Mistrzów piłkarze, o których wcześniej i później pamiętali wyłącznie koneserzy futbolu. Kim byli i są dziś Derlei (obecnie w Madureirze) czy Benny McCarthy, którego ściągnięto do Porto z ławki Celty Vigo za czapkę gruszek?
Special One
W Chelsea zdobył kilka trofeów, a w tym pierwsze po 50 latach mistrzostwo dla klubu. Nie sięgnął po triumf w Lidze Mistrzów, nie mogąc dogadać się z właścicielem klubu w sprawie transferów. Roman Abramowich kupował piłkarzy, których Mourinho nie chciał, a nie mógł doprosić się tych tańszych, którzy potrzebni mu byli ze względu na założenia taktyczne. O mały włos zdobyłby jednak i finał LM. Nie udało się, gdy o porażce z Liverpoolem przesądziła niesłusznie uznana bramka. Na szczęście dla Polaków, gdyż pozwoliło to zdobyć Puchar Europy Jerzemu Dudkowi.
Lepszego pracodawcę znalazł w Mediolanie. Massimo Moratti, który wpompował w Inter ponad pół miliarda euro w ciągu kilku lat, wypatrywał przez lata kogoś, kto wygra dla niego „coś w Europie”. Inter nie umiał tego zrobić od 46 lat. Mourinho przyszedł i sięgnął po najważniejsze trofeum już w drugim roku pracy.
Puchar Świata do kompletu
Mourinho przez lata siedział na ławce rezerwowych, jako słaby piłkarz albo tłumacz i asystent. Ucząc się od Briana Robsona i Louisa van Gaala, stał się fanatykiem taktyki. Tego ostatniego przerósł deklasując właśnie z Interem w tegorocznym finale Ligi Mistrzów. Jego atuty to jednak nie tylko taktyka i umiejętności analityczne. Choć przyjaciele żartują, że w jego posiadłości nawet kury musiały chodzić w systemie 4-5-1, uznanie zdobył dzięki umiejętności ułożenia współpracy z piłkarzami. Wielu zanim trafiło pod jego skrzydła, bądź tuż po jego odejściu, nie potrafiło już wybić się ponad przeciętność.
Nie wiem jaki klub bądź reprezentację poprowadzi po przygodzie z Madrytem. Jeżeli będzie to Portugalia nie zdziwię się, jeżeli sięgnie ona po Mistrzostwo Europy, a nawet Mistrzostwo Świata. Przy całym szacunku dla Scolariego i wielu innych, za czasów Figo czy Eusebio Portugalczykom obok geniuszy na boisku brakowało geniusza w roli trenera. Teraz mają go na wyciągnięcie ręki.
Mirosław Skowron